Artykuł Bartka Goli pt. Stadion Narodowy a sprawa marketingu nasunął mi pewną refleksję, mianowicie kwestia różnic przetargowych i rządzących nimi kryteriów oceny jest ròżna dla całej przestrzeni branży reklamowej w odniesieniu do podmiotów stricte komercyjnych, a takich, które zwykliśmy nazywać podmiotami użyteczności publicznej. W przestrzeni komercyjnej jakość działań wymusza konkurencja, natomiast tam gdzie konkurencji (pozornie) brakuje, panuje wolna amerykanka.
Oto przeczytałem w Życiu Warszawy, iż pewna agencja (przez grzeczność nazwy nie wymienię) jest odpowiedzialna za zmianę identyfikacji wizualnej ZTM – Zakładu Transportu Miejskiego miasta Warszawy. O zgrozo gazeta załączyła próbkę owej zmiany wizerunkowej…
Eufemistycznie rzecz ujmując, nieładne i nieprofesjonalne. Czuję się tu predestynowany do wyrażenia opinii, gdyż zdarza mi się być użytkownikiem ZTM.
Dlaczego nikt nie zapytał o zdanie bezpośredniego odbiorcy, czyli mieszkańców Warszawy korzystających ze środków komunikacji miejskiej, a mam tu na myśli odpowiednie badania ilościowe.
O ile jednak w powyższym przykładzie mamy do czynienia z nieznaną szerzej agencją, o tyle jest inny przykład, ktόry ilustruje problem, a dotyczy powszechnie znanej agencji brandingowej.
Piszę o tym z przykrością, dokładając cegiełkę do i tak powszechnej
krytyki tzw. logo Polski. Osobiście nawet lubię ten znak. Jego autorzy są prawdziwymi specami corporate identity i mają na swym koncie wiele znakomitych realizacji w obszarze podmiotów komercyjnych, w którym przestrzegali prawideł elementarnej metodologii działań.
Gdy jednak przyszło im zmierzyć się z zadaniem tak poważnym, choć niekomercyjnym jak stworzenie logo Polski (zainkasowali za projekt złotówkę plus VAT), zrezygnowali ze wspomnianej metodologii i nie przeprowadzili badań ilościowych na szeroką skalę. Efektem podarowania Narodowi jego logo, występując z pozycji ex cathedra i nie pytając Go o zdanie (jak się ze znakiem czuje), stało się odrzucenie projektu. Znak narobił zamieszania, choć nie o taki rozgłos zapewne autorom chodziło i ostatecznie się nie przyjął.
Bardzo ostro, ale z właściwą sobie ironią podsumował wydarzenie Stanisław Tym w artykule, do którego link załączam poniżej:
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_020831/plus_minus_a_15.html
Chciałbym jednak zakończyć optymistycznym akcentem i powrócić jeszcze do ZTMu. Zmiany wizerunkowe będą tam miały miejsce tylko na podstawowym poziomie, bo jak donosi Życie Warszawy, przedsiębiorstwu zabrakło środków na przemalowanie wszystkich autobusów w mieście.
Uff.

TEQUILA\Polska Sp. z o.o., siedziba: Poznań, adres: 61-775 Poznan, ul. Wielka 20, Sad Rejonowy w Poznaniu XXI Wydzial Gospodarczy, nr KRS 0000046544, NIP 783-15-24-100, REGON 639691601
Komentarze
a możemy zobaczyć to logo ZTMów?
ok, ale robicie to na własną odpowiedzialność
a jakiś link?
załączam obrazek
Oj, ten ZTM to prawdziwa moc. Z drugiej strony wszyscy posługujemy się kategoriami subiektywnymi: “podoba się, nie podoba”.
Co do Wojtka Mierowskiego i BNA (wywołanych w artykule Tyma) to moja osobista znajomość i uznanie (również dla osobistego uroku) nie zmieniają odczucia, że logo było zwyczjanie słabe. Ja nie sądzę aby Polska była latawcem, sznurkiem czy nawet kokardką.
Logo to dało jednak pewien efekt. Było świetnym wydarzeniem autopromocyjnym dla jego autorów, o czym piszę ze szczerym uznaniem.
Oscar Wilde w przedmowie do Portretu Doriana Greya (szafując definicją) napisał, iż ten kto odczytuje symbol czyni to na własną odpowiedzialność, lecz zawodowo posługujemy się statystyką a ta daje średnią
Co do latawca, osobiście (jak napisałem) lubię ten znak i doceniam konotację. Dla mnie brandowo Polska to konie, lotnictwo (szachownica) i solidarność pod sztandarem, który potrafi ponieść. Być moźe dlatego mając sztandar Euro 2012 zbudujemy autostrady.
Co prawda ten link do artykułu o logo Polski był tylko wątkiem pobocznym ale tak się zastanawiam czy kraj w ogóle potzrebuje logo> Czy czasem już go nie ma w postaci godła i flagi?
Czy swoje logo ma USA, Francja, UK? Ja z czasów dzieciństwa pamietam tylko logo Austrii (stylizowana literka A z kolorach flagi) z takiego rozpuszczalnego kakao w plastikowej butelce / puszce
I tu właśnie dotykamy kwestii, którą Wally Olins nazywa brandingiem narodowym. Mam tu na myśli różnicę między godłem narodowym, które ma charakter oficjalny i seriozny a logo, które ma wymiar marketingowy i jest swoistym znakiem towarowym, podkreślającym walory eksportowe danego kraju. Znakomitym przykładem takiego myślenia jest logo Hiszpanii:
http://www.travelinsight.it/images/logoEspana.gif
Znak zaprojektowany przez samego Joan Miró podkreśla walory kulturowe Hiszpanii, jej temperament i koloryt narodowy.