Archiwum kategorii ‘ATL’

  • Po pierwsze video, po drugie porno

    Tekst | 2008-08-12 22:03:46 22:03 Jeden komentarz

    intimissimiNie łatwo się wybić przy dzisiejszym natłoku reklam – szczególnie, że zanim dotrą do konsumenta, są pozbawiane najsmaczniejszych kąsków. Ogólnie rzecz ujmując na każdym kroku widać to samo a smaczków wciąż mało. Ale są firmy, które w smaczny sposób potrafią pokazać nawet porno (nie, ten przymiotnik się tu wyjątkowo nie wyklucza) wykorzystując najnowsze trendy i technologie. (więcej…)

    Kategorie: ATL, Case Studies, Marketing, Komunikacja, Kampania, Internet
  • Stadion Narodowy a sprawa marketingu

    Tekst | 2007-12-08 12:32:36 12:32 Brak komentarzy

    stadionWłaśnie - dzięki TVN24 - obejrzałem materiał, w którym dwóch finalistów konkursu dotyczącego zaprojektowania Stadionu Narodowego, opowiadało o swoim projekcie. Przyglądałem się całemu procesowi przetargowemu z dużym zainteresowaniem. Pracując już kilkanaście lat (Boże jak to brzmi) w biznesie reklamowym wiem sporo o zwyczajach panujących na tym rynku, kiedy więc Pani Minister ogłosiła, że rekomenduje wybranie jednej z trzech ofert, pomyślałem sobie: ohh dogrywka. Może więc (czyt. wśród studióww architektonicznych) jest tak samo?
    No właśnie nie jest, kto nie wierzy niech poświęci chwilę na obejrzenie poniższego materiału.

    Get the Flash Player to see the wordTube Media Player.

    No i jak? Zwrócili Państwo uwagę, że Pan Profesor Kuryłowicz, na pytanie o to, jaki będzie według niego ten nowy stadion odpowiadają - nie wiem. Jak to? Zrobiono przetarg i nie zmuszono uczestników do przyniesienia skończonej pracy?

    Tego samego dnia wieczorem Pani Minister Jakubiak powiedziała, że szacowany koszt projektu stadionu to jakieś 10 milionów Euro!

    Nie tego już za wiele. Pozwalam więc sobie kolegom (chyba się zbytnio spoufalam) z Min. Sportu przedstwić jak załatwiłby tę sprawę każdy szanujący się pracownik Działu Zakupów dużego koncernu.

    Profesor Kuryłowicz czy inny Bill Hellmuth (Prezes HOK) zostałby wezwany na prezentację. Kiedy przybyli by już na miejsce, do siedziby owego koncernu okazałoby się, że wszytskie sale konferencyjne są zajęte. Cóż, zrobiłoby się im przykro bo spojrzeliby na teczki pękające od rysunków i dyski laptopów pełne, okupionych ogromnym wysiłkiem pomysłów. Cóz - pomyśleliby sobie - pokażemy to w kuchni, skoro akurat jest wolna. Prezentacja przebiegałaby w dość sztywnej atmosferze (w końcu okazywanie emocji mogłoby zostać uznane za sprzyjanie jednemu z oferentów). Pomimo tego byłoby nieźle jeżli nie liczyć drobnych niedogodności polegających na odbieraniu i pisaniu SMSów przez Członków Komisji Przetragowej oraz kilku przerw w prezentacji spowodowanych wizytami innych pracowników w zajętej niespodziewanie kuchni.
    Było miło, ale tylko do do momentu kiedy podsumowujący prezentację przetargową Członek Komisji, stwierdził, że:

    - nie ukrywam, że jesteśmy rozczarowani faktem, iż nie pokazali Państwo skończonej koncepcji stadionu - jego mina byłaby mieszaniną irytacji i znudzenia - zdajecie sobie państwo sprawę, że to zmniejsza waszą szansę w tym przetargu
    - ale to jest celowe podejście - powiedziałby Prezes dużego konsorcjum architektonicznego - na tym etapie nie jestśmy w stanie zrobić dobrego projektu, mamy bardzo mało danych a ostateczny projekt powinien powstać jako efekt współpracy w Państwem jako “właścicielem” projektu. Nikt, na tym etapie, nie jest w stanie przygotowac rzetelnego projektu
    - wielu waszych konkurentów przedstwiło nam skończone projekty - Członek Komisji zaczynał się irytować - czyba nie chce mi Pan zarzucić, że nie znam rynku?

    Oczywiście mógłbym ciągnąc tę celowo przerysowaną konwersację dalej. Wielu z nas zna jej przebieg z autopsji. Brakuje jeszcze oczywiście zdania o tym, że wielu konkurentów zaoferowało tę samą usługę za połowę / jedną trzecią ceny (zakreśl właściwe). Po tem nastąpiłaby wymiana zdań o tym, że nie można porónywać dużego biura architektonicznego i oferowanego przez nie poziomu profesjonalizomu i doświadczenia, do małej lokalnej firmy. Et cetera, and so on i tak dalej.
    Bez dwóch zdań zwyczaje przetargowe na rynkach reklamy i architektury się różnią (niestety dla reklamy).

    Chcę - na koniec - uprzedzić głosy tych, którzy powiedzą. Przecież Stadion Narodowy to bardzo poważna sprawa, inwestycja warta 1 miliard złotych, gdzie temu do procesów marketingowych. Otóż chciałbym powiedzić, że potencjał tkwiący w komunikacji marketingowej jest równie duży. Nie chcę tutaj powoływac się set milardowe wyceny międzynarodowych brandów. Zadam tylko pytanie czy wartośc takich marek jak Kubuś, Tyskie, Tymbark czy Reserved (wszytkie stworzone lub relaunchowane po 89tym roku) jest mniejsza niż ów mityczny jeden miliard za Stadion Narodowy?
    Pytanie retoryczne: dlaczego - kiedy kupujemy tak wielką szansę i potencjał jakim oferuje nam komunikacja marketingowa (wartościowo absolutnie porównywalną z inwestycją w Stadion Nardodowy) - zachowujemy się jak inwestor budowlany, który robi przetrag na szopę do przechowywania narzędzi, które mają posłużyć do budowy tegoż stadionu…

    P.S. Króko po napisaniu tego tekstu samo życie dopisało do niego puentę. Przetrag wygrała trzecia firma z short listy, JSK architekci. Kilkadziesiąt minut później na wszystkich głównych portalach internetowych ukazałą się wiadomość, której fragment pozwalam sobie wkleić. Hmmm, w architekturze naprawdę jest inaczej.

    projekt-stadionu.gif

    Kategorie: Przetargi, BTL, ATL, Dziennik

Redaktorzy

Archiwum

  • Pn
  • Wt
  • Sr
  • Cz
  • Pt
  • Sb
  • Nd
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30

Magazyn

Nowości

Recenzje

TEQUILA\Polska Sp. z o.o., siedziba: Poznań, adres: 61-775 Poznan, ul. Wielka 20, Sad Rejonowy w Poznaniu XXI Wydzial Gospodarczy, nr KRS 0000046544, NIP 783-15-24-100, REGON 639691601